W zeszłym roku o tej porze było tragicznie. W tym? Jest sennie, bez zrywów czy wybuchów energii, ale stabilnie. Powtarzalnie. Kończę pracę, udzielam korepetycji, mam parę godzin na coś miłego, czym najczęściej jest gra, książka albo jakieś DIY, kolacja, serial, spanko. I od nowa. I tak trzydzieści razy.
Taki urok listopada. Nie chce mi się zbyt wiele, wiem to. Więc sobie na to pozwalam.
Ale i tak zadziało się kilka ważnych rzeczy w ciągu ostatnich tygodni:





